Karmienie piersią jest tematem budzącym mnóstwo emocji. Czynność, która powinna być czymś naturalnym (w końcu jesteśmy ssakami), dziś spędza sen z powiek wielu kobietom. Potrzebujemy coraz więcej badań, by mieć dowody na to, że karmienie piersią ma sens. Równocześnie pokutuje wiele błędnych, powielanych z pokolenia na pokolenie przekonań. To one często sprawiają, że zaczynamy zastanawiać się, czy z naszym mlekiem jest aby na pewno wszystko OK, a dziecko nie chodzi głodne. 

W poście odniosę się do kilku bzdur dotyczących karmienia piersią, jakie usłyszałam/przeczytałam (nie zawsze personalnie).

Mam świadomość, że tym postem Ameryki nie odkryłam. Ale jednocześnie poczucie, że nagłaśnianie pewnych spraw przez coraz to większą ilość osób ma sens. Dlatego jeśli możecie – udostępniajcie ten wpis wśród swoich znajomych.

UWAGA

Ten post nie jest skierowany do osób, które nie chcą karmić piersią z WYBORU. Piszę go z myślą o kobietach, które przygotowują się do ciąży/porodu lub są na początku swojej drogi mlecznej, a być może potrzebują wsparcia. Nie będę wchodziła w dyskusje dotyczące słuszności lub nie podawania mleka modyfikowanego. Ani też w polemiki o „laktoterrorze”, czy „gloryfikacji” karmienia piersią. 

Chciałabym na bazie swoich doświadczeń i innych mam karmiących (dostaję całkiem sporo wiadomości prywatnych dotyczących zarówno karmienia, porodu, jak i macierzyństwa w ogóle) , a także informacji pozyskanych m.in. na szkole rodzenia czy od doradców laktacyjnych, jak i aktualnych publikacji internetowych, obalić kilka stale powtarzających się mitów. Podkreślam również, że przy problemach z karmieniem, warto zwrócić się o pomoc do wykwalifikowanych doradców laktacyjnych lub położnych (ale tych posiadających wiedzę). 

1. „Z tych piersi nic nie będzie!”

Takie złote rady często dają nam… położne. Lata doświadczeń pozwalają im wysnuwać odważne wnioski. Rentgen w oczach, poparty często naciśnięciem brodawki, z której „nic nie leci” tylko potwierdzają te tezy. Świeżo upieczona mama, zrażona już na początku, blokuje się na karmienie. Przystawia dziecko, a ono płacze. Czyli pewnie położna miała rację: płacze, bo głodne. Koniec końców mama odpuszcza. 

W pierwszych dniach po porodzie mleko nie będzie tryskało z piersi. Żołądek dziecka jest wielkości wiśni, nie potrzebuje dużo pokarmu. Wystarczy mu kilka kropel tzw. siary. Przystawianie malucha do piersi pobudza dalszą produkcję. Mi też wydawało się, że przez pierwsze dwa dni po porodzie nie mam mleka. Mimo wszystko przystawiałam Maksia na żądanie. Ssał, zasypiał, ssał, zasypiał. Dla pewności zapytałam położną, czy on w ogóle cokolwiek wysysa. Nacisnęła brodawkę i stwierdziła, że cytuję „Potencjał jest (miałam spore piersi), ale mleka niewiele”… W trzeciej dobie dostałam nawału, więc uspokoiłam się – mleko jednak było. I wiecie, że właśnie wtedy zaczął płakać? I nie był głodny. Po prostu dzieci płaczą (nie oznacza to, że w każdym przypadku są chore czy GŁODNE).

Uważacie wróżki czy jasnowidzów za szarlatanów? Ale już położnym, które „na oko” stwierdziły, że nici z karmienia, wierzycie? No tak, przecież to autorytety medyczne. Myślę, że warto przekonać się samej i spróbować, a w razie problemów (np. z brodawkami) skorzystać z fachowej! pomocy. 

2. „Twoje piersi są za małe/ za duże do karmienia.”

Nie dogodzisz. Małe nie pomieszczą wystarczającej ilości mleka. Dużymi możesz przecież udusić dziecko! Prawda jest taka, że wielkość nie ma znaczenia, a laktację wywołują hormony. Mogę to ująć tylko tak, że Twoje piersi są stworzone do wykarmienia właśnie Twojego dziecka. Natura wie co robi. 🙂

3. „Masz mleko bez wartości…”

„Drobne to Twoje dziecko… Ja bym dokarmiła, to by szybko przybrał”. Moje dziecko np. należy do teamu „kruszynka”. Urodził się z wagą 2800 gram, miał 50 cm. Przy wypisie ze szpitala waga pokazywała zaledwie 2500 gram, czyli ponad dopuszczane 10% spadku. Był karmiony wyłącznie piersią. Po opuszczeniu szpitala, w pierwszych tygodniach życia, dziennie przybierał po 50 gram, to więcej niż wskazują widełki. Magia? Nie! Najwyraźniej mleko ma wartość odżywczą. Mimo, iż rozwijał i rozwija się prawidłowo, dalej jest z tych chudych dzieci. Taka jego uroda. 🙂 Słyszałam też już wiele historii o tym, że waga w pierwszych tygodniach na kp spadała zbyt mocno i okazywało się, że problemem nie było mleko bez wartości, ale np. zła technika przystawiania dziecka, czy zbyt krótkie wędzidełko. Myślę, że w razie problemów, warto to skonsultować z położną lub doradcą laktacyjnym.

4. „Daj mu wody, bo jest gorąco!”

Tak robiły nasze mamy. Jak się okazuje – niepotrzebnie. Mleko mamy w pierwszej fazie składa się głównie z wody. Dopiero mleko w tzw. drugiej fazie posiada więcej tłuszczu. WHO odradza dopajanie noworodków wodą, gdyż po takim wodnym drinku mogą nie chcieć pić mleka z piersi. A to z kolei prowadzi do spadku masy. Przy żółtaczce również odradza się dopajanie, a zachęca do częstego przystawiania dziecka do piersi.

Przy wypisie ze szpitala u Maksia również stwierdzono podwyższony poziom bilirubiny. Po dwóch dniach karmienia piersią, suplementacji witaminą D i wystawiania go na światło słoneczne, poziom bilirubiny wrócił do normy. 

5. „Do 6 miesiąca warto karmić, ale później to już tylko woda.”

Mleko mamy dostosowuje się do potrzeb dziecka w zależności od wieku. WHO zaleca karmienie piersią min. rok.

Myślę, że takie gadanie o bezwartościowym mleku po 6 miesiącu życia wynika z faktu, że właśnie w tym okresie zaczyna się zwykle rozszerzać dietę. Większość osób myśli, że w tym momencie dziecko najada się „normalnymi” posiłkami. Ono je tak naprawdę kosztuje, a układ pokarmowy uczy się je trawić. Przykład z mojego podwórka. Maksio w okolicach 6 miesiąca bardzo chętnie próbował nowości, ale zjadał ich bardzo małe ilości (np. kilka łyżeczek musu śliwkowego). Do tej pory (ma 9 miesięcy) jego porcje są różne. Jednego dnia zje całą miseczkę np. zupy, a innego dosłownie kilka kęsów. W dalszym ciągu dostaje mleko z piersi. I nie wygląda na głodnego lub niedożywionego…

6. „Ty masz w ogóle mleko? To odciągnij i sprawdź.”

Ten tekst jest gwoździem do trumny laktacyjnej. O ile z zarzutami niewidocznymi można polemizować, o tyle z małą ilością odciągniętego mleka jako dowód – już ciężko. Na dodatek dziecko często płacze. To już dwa dowody. A więc opowiem Wam moją historię. W czasie nawału, kiedy mleko wręcz ze mnie tryskało, pomagałam sobie laktatorem, czyli ściągałam mleko do tzw. uczucia ulgi. Po kilku tygodniach laktacja unormowała się, dlatego zaprzestałam tej czynności. Przez ten czas nie odciągałam mleka, bo nie było takiej potrzeby (nie zdarzyło mi się wyjść z domu samej na dłużej niż 3-4 ha). Po ok. 6 miesiącu chcieliśmy z mężem spędzić sylwestra na imprezie – bez Bąbelka. Aby było to możliwe, musiałabym odciągnąć spory zapas pokarmu, gdyż Maksio pił tylko moje mleko. Kupiłam elektryczny laktator (przy nawale miałam ręczny, który się popsuł), z nadzieją, że będzie to sprzęt lepszy. Próby odciągania pokarmu  po takim czasie zakończyły się fiaskiem. Przy odciąganiu spływały jakieś krople. Dosłownie. Próbowałam tak kilka dni i stwierdziłam, że się poddaję. Imprezę spędziliśmy na tzw. domówce, z Maksiem. Laktator leży i czeka na inne czasy, być może przy ew. kolejnej ciąży przyda się w czasie nawału. Jestem żywym dowodem, że nie da się zmierzyć laktatorem prawdziwej ilości pokarmu, jaki wysysa dziecko. Mam wrażenie, że mylimy karmienie z… dojeniem na zawołanie. Laktator na pewno przydaje się mamom, które wracają do pracy czy po prostu chcą się wyrwać etc.. Nie zawsze jednak nasz organizm pozwala na jego użycie.

7. „Jesteś przeziębiona, nie karm dziecka.”

To jest hit. W mleku mamy znajdują się przeciwciała, które chronią dziecko przed daną chorobą. Jak ja to mówię – wszystko jest po coś, nawet choroba mamy. Po cesarskim cięciu przez pierwsze sześć miesięcy byłam mocno osłabiona. Często się przeziębiałam. Doszło do tego, że dzień przed wigilią doświadczyłam… grypy żołądkowej. A mój syn? Poza tym, że pił mleko jak oszalały – NIC mu nie było. Do tej pory (odpukać) nie miał nawet katarku. 

8. „Po CC nawet nie łudź się, że będziesz karmić piersią.”

Ja miałam CC. Ja karmię i to bez przerwy od dziewięciu miesięcy… Nawał zaczął mi się trzeciego dnia od porodu, a sam poród dwa tygodnie przed terminem. 

9. „Płacze, więc na pewno nie dojadł.”

Maksio do jakiegoś 4-5 miesiąca bardzo ładnie przesypiał noce. Przesypianie nocy w moim słowniku oznacza, że śpi w łóżku, wybudza się tylko na jedzenie, dosłownie chwilkę powierci się i śpi dalej. I takich cykli może być ok 4-5 (różnie bywa). Po ok. 4-5 miesiącu zaczęły się tzw. nieprzespane noce. Nieważne o której zasypiał, zawsze w okolicy 1:00 budził się, jadł i dalej płakał. Uprzedzę, że nie były to kolki. Oczywiście nie dojadał. 🙂 Wystarczyłoby go tylko dokarmić i z całą pewnością spałby dalej. Tylko że jakimś cudownym, magicznym sposobem wzięty na ręce… uspokajał się. Potem stał się bardziej mobilny i przy 5 miesiącu zaczął pełzać. Więc nocna pobudka oznaczała dla niego… zabawę do białego rana. Dosłownie. Czy dalej jest ktoś, kto uważa, że płacz dziecka ZAWSZE oznacza głód?? Mam wrażenie, że niektórzy mylą dzieci z robotami. Problem = proste rozwiązanie według danego schematu. Zapominają, że w przypadku ludzi dochodzą jeszcze emocje. Niemowlę przecież nie umie mówić i jedynym sposobem komunikacji jest płacz – ja to tak rozumiem. I może, Drodzy Państwo, dziecko potrzebuje po prostu bliskości, a że jest to środek nocy… who knows, who cares 🤣. Uspokajam, to mija (prawdopodobnie nie na zawsze), ale w okolicach 7 miesiąca zaczął znów przesypiać noce (oczywiście z wyjątkami). 

Po więcej informacji dotyczących karmienia piersią zapraszam na eksperckie blogi dotyczące kp, jakim jest blog m.in. hafija.pl. 

Źródła:

https://www.who.int/features/qa/en/

https://www.hafija.pl

Pierwszy rok życia dziecka, Murhoff Heidi

 

Spread the love
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

2 thoughts on “9 bzdur dotyczących karmienia piersią, które usłyszałam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close
Close

Social Slider